Nadwrażliwy świat
Wspomnienie plag przeszłości skłania do sformułowania jeszcze innej hipotezy. Ty, Czytelniku, i my, autorzy książki, zajmujemy się teraz chorobami alergicznymi właśnie dlatego, że nasi przodkowie, którzy zdołali przeżyć straszliwe epidemie minionych wieków, potrafili im się oprzeć dzięki szczególnie silnemu układowi immunologicznemu. Z punktu widzenia immunologii jesteśmy zatem osobnikami superodpor-nymi.
Owa superodporność dotyczy bakterii i wirusów, choć te ostatnie w przypadku AIDS wykazują nadzwyczajną zdolność pokonywania naszego systemu obronnego. Dlaczego jednak reagujemy na elementy pozornie niegroźne, takie jak kot, pyłek kwiatowy cyprysu czy platanu? Alergik charakteryzuje się tym, że produkuje w nadmiarze przeciwciała mające go bronić przed elementami a priori niepatogen-nymi.
Skłonni jesteśmy zatem przyznać, iż mamy do czynienia z błędem biologicznym organizmu. Zanim jednak wysuniemy taką hipotezę, powinniśmy zachować ostrożność i odczekać czas jakiś, a następnie dopiero podjąć próbę osądzenia istoty chorób. Zgłębienie sensu jest bowiem możliwe tylko a posteriori, po fakcie — tak, jakbyśmy porównywali dziś maksima zachorowalności na gruźlicę i śmiertelności z jej powodu w epoce romantyzmu. Ograniczmy się więc do spostrzeżenia, że choroby alergiczne i IgE wskazują obserwatorowi pewien rodzaj równowagi pomiędzy krajami rozwiniętymi i rozwijającymi się. Jeśli porównamy częstość występowania chorób alergicznych i poziom IgE w trzech miejscach, takich jak puszcza amazońska, miasto Katmandu w Nepalu oraz dzielnica Manhattan w Nowym Jorku, zauważymy stosunek odwrotnie proporcjonalny między bardzo wysokim poziomem IgE w puszczy tropikalnej, jakiemu odpowiada niewielka liczba chorób alergicznych, a dużą zachorowalnością na alergie na Manhattanie przy „normalnym" poziomie IgE. W Katmandu występuje sytuacja pośrednia. Jaka jest różnica między tymi trzema miejscami? W puszczy amazońskiej, gdzie ludność nękają pasożyty, IgE wspomagają organizm w walce z nimi, co wyjaśnia ich bardzo wysoki poziom, utrzymujący się w granicach od 6000 do 12000 jednostek na 1 ml, podczas gdy u alergików
z Manhattanu, którzy nie cierpią na choroby pasożytnicze, liczba IgE rzadko przekracza 2000 jednostek na i ml.
Czy można sądzić, że pozbawione swej funkcji antypasożytniczej w krajach rozwiniętych IgE podjęły się roli obrońcy przed niebezpieczeństwem, które nie ma nic wspólnego z pasożytami, mikrobami czy energią nuklearną, lecz stanowi zagrożenie zupełnie innego typu? Jak bowiem uznać, że kot albo platan są niebezpieczne? Otóż jeśli założymy, że alergik jest przede wszystkim strażnikiem bądź czujnikiem, a zanieczyszczenie środowiska głównym kofak-torem alergii, to być może ów alergik stanowi proroctwo niewidzialnego jeszcze niebezpieczeństwa, jakiegoś zła zagrażającego naszej cywilizacji i stylowi życia...